Zachodnia Wioska. 10:00. Myślisz o makaronie. To jest Via Carota.
Taylor Swift była tu niedawno. W towarzystwie swojej najlepszej przyjaciółki Ashley Avignon. Świętowali czterdzieste urodziny Leny Dunham, spotkanie starych przyjaciół w tym samym miejscu, gdzie przy talerzach dyniowych gnocchi szepcze się tajemnice. Najprawdopodobniej byłeś w tej okolicy. A może nawet jadłeś już w tym lokalu. Albo patrzył, jak Taylor je na chodniku, zupełnie nieświadomy otaczającego ją chaosu.
Cena sławy jest niewielka, jeśli restauracja jest demokratyczna.
Czy jest demokratyczny? Stosunkowo. Pozycje w menu głównym wahają się od 22 do 30 dolarów. Przekąski – od 15 do 20. Desery nie przekraczają 20 dolarów. Wykonaj obliczenia dla pojedynczego gościa: spodziewaj się, że przy wyjściu wydasz 60–80 dolarów, nie wliczając napojów i napiwków. To nie jest tanie jak na Nowy Jork. To sprawiedliwe.
Szefowie kuchni Jody Williams i Rita Sodhi prowadzą tutaj. Miejscowi nazywają to miejsce gastroteca (gastro-spiżarnia). Bardziej przytulna restauracja niż świątynia haute cuisine. Ale ludzie nadal ubierają się „najlepiej, jak potrafią”. A może celowo ubierają się swobodnie, ponieważ najważniejsza jest tutaj wygoda. Menu pozostaje niezmienione. Dobre rzeczy rzadko wymagają zmian.
Ale nie przyszedłeś krytykować jedzenia. Interesuje Cię karta win?
To zastraszająco drogie. Ceny Trento Brut zaczynają się od 68 dolarów za butelkę. Chouilly Grand Cru wzrasta do 305. Po co płacić dodatkowo, skoro jedzenie jest tak tanie? Bo atmosfera ma niewidzialną premię. Ponieważ każdy metr kwadratowy powietrza w środku jest wart więcej niż nieruchomość na zewnątrz.
Utknąłeś w Ohio? Kansas? Tokio?
Możesz kupić ich koktajle. W Internecie. Tak, rzeczywiście. sygnowany Manhattan, Martini, Negroni. Dostarczają płynną inspirację prosto do Twoich drzwi. Ceny wahają się od 39 dolarów za pojedynczą butelkę do ponad 400 dolarów za zestawy. Jeśli chcesz poczuć się wyjątkowo we wtorkowy wieczór, mamy nawet wino musujące.
Nigdy tak naprawdę nie będziesz w West Village. Światło jest tam inne. Hałas ma tu specyficzny rytm, który można usłyszeć tylko przy stoliku numer cztery.
Ale butelka dociera w czwartek. Otwórz to. Smakuje jak deszcz Manhattanu i drogie lniane serwetki. Pięć sekund. Potem znowu tylko alkohol.
